Arystoteles - etyka złotego środka

Moderator: Redaktorzy

Awatar użytkownika
Chrupek
Sułtanka
Sułtanka
Posty: 280
Rejestracja: 12 sty 2016, 20:31
Lokalizacja: Gdynia, Prusy Królewskie
Podziękował: 24 razy
Podziękowano: 118 razy

Arystoteles - etyka złotego środka

Postautor: Chrupek » 01 lut 2016, 21:45

Obrazek

Arystoteles w przeciwieństwie do swego mistrza Platona, od którego odszedł jeszcze za jego życia, był filozofem realistycznym, tzn. kimś, kto twardo chodzi po ziemi i dużo wie o ludziach. Nie ma - twierdzi Arystoteles - dobra samego w sobie czy dobra jako takiego, a nawet gdyby było, nie mogłoby wpływać na ludzi. W jaki bowiem sposób stałby się lepszym lekarzem lub wodzem ten, kto oglądał ideę dobra?
Czy jest bowiem możliwe, aby sama wiedza o dobru czyniła nas dobrymi, jak to sądził Sokrates?

Wszyscy dążymy do szczęścia

Arystotelesowska etyka ma charakter empiryczny, tzn. jest oparta na doświadczeniu. Arystoteles, poszukując celu etycznych zachowań, nie konstruuje idei, tylko zapytuje ludzi, do czego dążą, co chcą osiągnąć/ Co jest ostatecznym celem wszystkich pragnień? Odpowiedzi, jakie uzyskuje, są różne: jedni pragną tylko przyjemności i używania życia i o tych Arystoteles mówi, iż wybrali tryb życia odpowiedni dla bydła. Inni upatrują szczęścia w zaszczytach i władzy, ci wiodą życie aktywne, obywatelskie; jeszcze inni poświęcają się nauce i kontemplacji; tych Arystoteles nazywa mędrcami lub filozofami. Każdy, na swój sposób, może być szczęśliwy, choć tylko ten ostatni tryb życia pozwala na to, aby osiągnąć prawdziwe szczęście.

Obrazek

Szczęście jest dobrem najwyższym

Czym jednak jest to prawdziwe szczęście? Musi być czymś ważnym, wszak wszystko, cokolwiek chcielibyśmy osiągnąć, żyjąc w określony sposób (a więc przyjemności, pieniądze, wykształcenie, bogactwo, władza, prestiż, kariera, rodzina, miłość itd.), chcemy osiągnąć dla szczęścia; nikt nie chce pieniędzy dla pieniędzy, lecz dlatego, że - według niego - pieniądze dają szczęście. Szczęście jest dobrem najwyższym, a skoro tak, to musi być zarazem czymś ostatecznym, trwałym i naszym własnym. Arystoteles sądził, że ludzie, którzy szukają bogactwa albo miłości, by osiągnąć szczęście, są w błędzie. Ani bogactwo, ani miłość nie są trwałe, ostateczne i można je utracić. A szczęście wszak takie być musi. Nie znaczy to wszelako, że bogactwo i miłość przeszkadzają szczęściu. Arystoteles twierdził jedynie, że nim nie są.

Szczęście jest przypuszczalnie czymś, co tkwi w posiadającym je osobniku i niełatwo może być mu wydarte. Szczęście musi być pewnym stanem duszy, pewną umiejętnością zachowań, trwałą postawą wobec świata. Definiując szczęście, Arystoteles mówił, iż jest ono działaniem duszy zgodnym z wymogami jej dzielności.

Według Arystotelesa poszukiwanie szczęścia nie może odwołać się jedynie do rozumu i wiedzy. Nie można wszystkich skazywać na ciągłe rozmyślania nad własnym postępowaniem. Etyka nie może być dziedziną działań intelektualistów, filozofów, ludzi o rygorystycznym usposobieniu i ascetycznym sposobie życia.

Etyka musi być związana z życiem codziennym, z tym, do czego dążymy wszyscy, czego wszyscy aktywnie poszukujemy. Etyka musi również brać pod uwagę fakt, że człowiek nie jest tylko duszą czy umysłem; człowiek nie tylko filozofuje lub modli się. Człowiek działa, a motorem jego działań są namiętności.

Właśnie namiętności stanowią podstawową zasadę ludzkich dążeń. Rady moralne powinny więc przede wszystkim stosować się do namiętności. Powinny podporządkować je rozumowi i nadawać im cele.

Obrazek

Koncepcja człowieka

Arystoteles, charakteryzując człowieka, zwraca uwagę na dwa podstawowe elementy. Pierwszym jest to, że ludzie działają i że tylko dzięki temu mogą podlegać ocenie moralnej. Ktoś, kto siedzi w zamkniętym pomieszczeniu i kontempluje idee, nie podlega ocenie etycznej, na nic się nie naraża, nie jest za nic odpowiedzialny. Człowiek musi działać, by można go ocenić z moralnego punktu widzenia. Drugim elementem jest wartość i znaczenie ludzkiej rozumności.

Człowiek, w przeciwieństwie do wszystkich innych bytów, jest istotą rozumną, tedy właśnie rozumność powinna wytyczać cele specyficznie ludzkiego działania.

W działaniu i rozumności Arystoteles widział więc swoiste funkcje człowieka. Poszukując szczęścia prawdziwie ludzkiego, nie możemy o tym zapominać. Człowiek ma podobne do roślin potrzeby wegetatywne (rozrost, pożywienie), podobne do zwierząt potrzeby zmysłowe (przyjemności, doznania). Jedynie rozumność, jako cecha swoiście ludzka, może nam wskazać drogę do szczęścia. W jaki jednak sposób?

Nierozumna i rozumna część duszy

Arystoteles odróżnia rozumną i nierozumną część duszy. Tę drugą dzieli na część wegetatywną i pożądliwą. Część wegetatywna duszy jest niezależna od naszej woli, część pożądliwa natomiast może być zależna. I o to właśnie chodzi. Zadaniem człowieka poszukującego szczęścia jest więc podporządkowanie pożądliwej części duszy (a więc wszystkich namiętności) rozumowi. Podporządkowanie to powinno odbywać się zgodnie z zasadą złotego środka. Efektem podporządkowania zachowań rozumowi zgodnie z zasadą złotego środka są cnoty. Cnoty stanowią o doskonałości człowieka i jego szczęściu.

Zasada złotego środka

Według Arystotelesa naturalną własnością wszystkich przedmiotów jest to, że giną i z niedostatku, i z nadmiaru. Cnota wykazuje podobne własności.
[...] dotyczy ona - jak powiada Arystoteles - doznawania namiętności i postępowania, w których nadmiar jest błędem, niedostatek przedmiotem nagany, środek zaś przedmiotem pochwał i czymś właściwym [...]. Jest tedy dzielność etyczna pewnego rodzaju umiarem, skoro zmierza do środka jako do swego celu.

Doskonałość moralna, która opiera się na zasadzie złotego środka, polega na umiejętnym wyważeniu skrajności i znalezieniu właściwego umiaru.

Cnota, będąc środkiem prowadzącym do osiągnięcia szczęścia, jest niczym lekarstwo dla ratowania zdrowia (w tym miejscu koncepcja Arystotelesa przypomina nieco koncepcję Sokratesa); stosuje się ją podobnie jak w przypadku pacjentów: zgodnie z diagnozą dotyczącą stanu zdrowia, w odpowiednich proporcjach i okolicznościach.

Arystoteles proponuje czterostopniową drogę ku szczęściu. Najpierw radzi, by (1) "poznać samego siebie", czyli sprawdzić, co - z natury rzeczy - nam odpowiada, co sprawia nam przyjemność. Jedni są chytrzy, inni tchórzliwi, jedni rozrzutni, inni skąpi, jeszcze innych cechować będzie rozwiązłość, a innych oziębłość seksualna, niektórych cieszy obżarstwo, inni mają skłonność do anoreksji. Każda namiętność ma swoje ekstrema, między którymi należy (2) wyznaczyć "złoty środek". "Złoty środek" jest sprawą indywidualną. Dla osoby tchórzliwej tkwi w innym nieco miejscu niż dla osoby (z natury) zuchwałej; "złoty środek" dla rozpustnika jest usytuowany znacznie bliżej wstrzemięźliwości niż dla osoby niewrażliwej, obojętnej emocjonalnie. Ponadto, jak twierdził Arystoteles, zawsze trzeba pamiętać, że to, co dobre, większą ma wartość w odniesieniu do tego, co trudniejsze. Zasada ta nazywana bywa zasadą "napiętej cięciwy". Chodzi o to, by ustawić środek tam, gdzie zachowania go wymaga solidnej pracy i przezwyciężenia naturalnych skłonności. Bo etyka cnoty jest etyką wytrwałej pracy nad sobą.

Po znalezieniu "złotego środka" należy więc podjąć ćwiczenia. Greckie (3) askesis (ćwiczenie cnót) było rozumiane dosłownie - jako praktyka. W cnotach trzeba się ćwiczyć; jeśli jesteś z natury skąpy - ćwicz się w hojności, jeśli tchórzliwy - ćwicz się w męstwie, jeśli zakompleksiony - pracuj nad poczuciem wartości własnej. Ćwiczenia mają trwać tak długo, aż osiągnie się stan przyzwyczajenia (4). Jeśli zachowania, które kiedyś sprawiały nam przykrość, bo były niezgodne z naszym naturalnym temperamentem, teraz, pod wpływem rozumu i ćwiczeń, sprawiają nam przyjemność (bo przyjemnie jest żywić poczucie, że pokonało się własną pracą wrodzone lenistwo, tchórzliwość czy skąpstwo) - to znaczy, że osiągnęliśmy "trwałą dyspozycję", czyli cnotę.

Warunek konieczny, choć niewystarczający, szczęścia

Arystoteles w Etyce nikomachejskiej analizuje kilkanaście cnót osiągniętych przez zastosowanie zasady złotego środka (czyli właściwego umiaru).
W odniesieniu do bojaźliwości i odwagi umiarem jest męstwo [...] W odniesieniu do przyjemności i przykrości [...] środkiem jest umiarkowanie. [...] Co się zaś tyczy dawania i brania w dziedzinie dóbr materialnych, to umiarem jest szczodrość, nadmiarem zaś i niedostatkiem rozrzutność i chciwość [...]. W odniesieniu do czci umiarem jest poczucie własnej wartości, czy uzasadniona duma, której nadmiar jest zarozumiałością, niedostatek zaś przesadną skromnością.

Łagodność jest środkiem między porywczością a niezdolnością do gniewu, gładkość zaś i dowcip to umiar w stosunku do nadmiaru, którym jest kpiarstwo, i niedostatku, którym jest brak poczucia humoru.

Arystotelesowską etyką umiaru można więc zawrzeć w pięknej i stale aktualnej maksymie, która zaleca, aby wszelkich namiętności doznawać we właściwym czasie, z właściwych przyczyn, wobec właściwych osób, we właściwym celu i we właściwy sposób. Jak bowiem powiada Arystoteles - to właśnie jest drogą zarówno środkową, jak i najlepszą, i to też jest istotną cechą dzielności etycznej.
Nie wszystkie jednak cnoty powstają w wyniku zastosowania złotego środka. Jak bowiem stosować go w odniesieniu do prawdomówności, życzliwości i przyjaźni? Arystoteles nie odpowiada na te pytania, co nie znaczy jednak, że cnót tych nie dostrzegał lub też, że nie uważał ich za wartościowe. Przeciwnie. Można sądzić jednak, że zasady etyki złotego środka są przede wszystkim dla tych, którzy powinni poskramiać swoje namiętności, rozumnie je modelując. Etyka umiaru jest więc pewnym minimum wymogów moralnych stawianych człowiekowi. Przyjaźń, życzliwość, prawdomówność, prawość to cnoty, które nabywa się w nieco inny sposób.

Czy jednak bycie cnotliwym, czyli postępowanie rozumne, zgodne z zasadą złotego środka, wystarcza do tego, by być szczęśliwym? Arystoteles, wbrew innym starożytnym, twierdził, że nie.

Wychowanie moralne

Celem wychowania moralnego było, według wszystkich starożytnych, szczęście. Dążenie do niego, refleksja nad jego istotą i rady dotyczące jego osiągnięcia stanowiły główną treść etyki.

Nieco inaczej zapatrywały się na zadania etyki i wychowania moralnego doktryny późniejsze (np. chrześcijaństwo, Kant czy Scheler). Wśród współczesnych etyków bez trudu można znaleźć takich, którzy szczęścia w ogóle nie uważają za wartość moralną ani tym bardziej za przedmiot etycznych rozważań. Kotarbiński mawiał, że szczęście jest przedmiotem felicytologii (czyli odrębnej teorii szczęścia), nie etyki. Wcześniej Kant twierdził, że szczęście jest co najwyżej uboczną konsekwencją zachowań moralnych, nie zaś ich celem.

Dla Arystotelesa szczęście było podstawową wartością, samoistnym celem naszych działań. Aby je osiągnąć, trzeba być człowiekiem, który wypracował w sobie pewne trwałe dyspozycje, czyli cnoty. Cnoty porządkują duszę, która dzięki nim osiąga stan zgodny ze swoją naturą. Skoro bowiem naturą duszy jest rozumność, to rozumne kierowanie namiętnościami jest naturalne, jest spełnieniem funkcji właściwych człowiekowi jako człowiekowi.

Pierwszym warunkiem szczęścia jest więc posłuchanie rad dotyczących przestrojenia duszy. Jest to warunek konieczny szczęścia, ale niewystarczający. Arystoteles wymieniał też i inne warunki. Inaczej nie byłby realistą. Szczęście - według Arystotelesa - prócz cnoty wymaga jeszcze odpowiednich warunków zewnętrznych, czyli dobrego, pomyślnego losu. I to jest drugi warunek. Nie może być szczęśliwy ktoś, kto cierpi, ani ktoś, kogo po życiu pełnym sukcesów spotkało straszne nieszczęście. Jednak jaskółka wiosny nie czyni. Szczęście, w przeciwieństwie do chwilowej przyjemności, jest stanem długotrwałym i można je oceniać dopiero w życiu, które osiągnęło pewien stopień trwania.

Nie jest też człowiekiem szczęśliwym - pisze Arystoteles - człowiek o bardzo szpetnej powierzchowności lub niskiego pochodzenia ani samotny i bezdzietny, a jeszcze mniej chyba taki, którego dzieci są pod każdym względem nieudane lub przyjaciele całkiem bez wartości.
Szczęście zgodnie z arystotelesowskim brzmieniem tego słowa to eudajmonia, czyli "dobry los". By być szczęśliwym, trzeba więc posiadać nie tylko cnoty i dobra zewnętrzne, ale i przychylność losu.

Trzecim warunkiem niezbędnym do szczęścia jest wspólnota, inni ludzie. Arystoteles był przekonany, że takie wartości jak człowieczeństwo czy szczęście mogą się ziścić tylko w obrębie życia społecznego.

Obrazek

Polis

Grecy traktowali swoje państwo w sposób odmienny od dzisiejszego. Greckie polis (miasto-państwo) było dla obywateli źródłem i miarą porządku, pewnym ładem wartości, szkołą obywatelstwa i człowieczeństwa zarazem. Polis pełniło więc funkcje kulturowe, moralne i wychowawcze. Dla Greków bycie obywatelem było również wyznacznikiem cywilizacyjnym; odróżniało ich od barbarzyńców. Stąd dla Arystotelesa etyka jest częścią składową polityki, nie zaś odwrotnie. Przedmiotem etyki powinny być wedle Arystotelesa również sprawy wspólnoty.

Człowiek jest istotą społeczną, żyje wśród innych; podlega prawom, jest wychowywany i sam innych wychowuje.

Dla Arystotelesa waga społecznej i wychowawczej funkcji praw grała rolę tak samo istotną jak wiedza o mechanizmach psychiki jednostkowej. Człowiek jest bowiem - według Arystotelesa - nie tylko istotą rozumną, ale również zwierzęciem politycznym i tylko we wspólnocie, razem z innymi może być szczęśliwy.


ŹRÓDŁO:
Magdalena Środa "Etyka dla myślących. Podręcznik dla szkół ponadgimnazjalnych"
Obrazek

Wróć do „Znane Osoby”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość